• Wpisów:72
  • Średnio co: 17 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 11:06
  • Licznik odwiedzin:5 840 / 1245 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ostatnio rzadko tu zaglądam, a i to głównie po to by się wyżalić. Być może ktoś ma mi to za złe- jeśli tak to przepraszam- ale dzięki temu czuję się lepiej i łatwiej znieść mi moją szarą, nędzną rzeczywistość.

Z wycieczki wróciłam smutna. Nie żeby się nie udała, wręcz przeciwnie, było cudownie!! I właśnie dlatego wróciłam smutna. Wcale nie chciałam wracać. Tam jest zupełnie inne życie. Widoki dookoła są piękne, a ludzie mili i uśmiechnięci. Dla mnie to coś nowego, bo tutaj niewiele osób się uśmiecha i wszyscy głównie narzekają i mają pretensje. Za rok zamierzam pojechać tam jeszcze raz. Zaczęłam nawet rozważać czy by się w ogóle nie przenieść gdzieś za granicę... Mam już trochę powyżej uszu mojego życia tutaj. Potrzebuję jednak sporej motywacji, bo to skok na głęboką wodę. Musiałabym wszystko zostawić, prawdopodobnie z mężem włącznie... To bardzo poważna i trudna decyzja. Dużo myślenia.

Nasz wyjazd pociągnął za sobą jeszcze inne skutki. Kolega mojego męża, ten obrażalski o byle gówno, znów się obraził. Poszło o urodziny innego kolegi, które... miały być świętowane w naszym mieszkaniu!! Nie mam pojęcia kto wpadł na ten pomysł, prawdopodobnie sam R solenizant, a pozostali to podchwycili. R oczywiście ma gdzie urządzać imprezy, bo jego wujek jest za granicą i dał mu klucze od swojego mieszkania. Tym bardziej to dla mnie dziwne, no ale pewnie liczył na to, że ja zabiorę się za gotowanie, upiekę jakiegoś kurczaka czy coś, a potem jeszcze rzecz jasna posprzątam po wszystkich. A w życiu! Na ostatniej imprezie pan Obrażalski bez przerwy narzekał na jedzenie, które przygotowałam, więc obiecałam sobie, że więcej niczego nie ugotuję i albo niech przynoszą swoje, albo marsz do restauracji. Mój mąż o tym pamiętał, więc nie dał kolegom jednoznacznej odpowiedzi. Powiedział, że musi o tym ze mną porozmawiać. Ale nie porozmawiał, bo wyjechaliśmy. Dla Obrażalskiego nie miało to jednak znaczenia. On się napalił na imprezę, a gdy okazało się, że jej nie będzie, to się obraził i już drugi tydzień nie chce nigdzie wyjść z domu. A wścieka się tym bardziej, że jego fochy na nikim już nie robią wrażenia. Nikt go nie prosi i nie błaga.

No i impreza chyba będzie jutro. Właśnie się dowiedziałam, że mąż wszystkich pozapraszał. R prawdopodobnie przyjdzie z dziewczyną- dzisiaj ma potwierdzić, a Obrażalski z K przyjdzie na pewno. Ciekawi mnie co ze sobą przyniosą, bo ja gotować nie zamierzam... ;p
 

 
Dobra, jutro jadę...
 

 
Wkrótce wyjeżdżamy z mężem za granicę i szukamy zastępczego lokum dla naszego kota. Świnka idzie do hotelu dla zwierząt, ponieważ nikt nawet nie wie, że ją mamy. Taka przyjemność będzie nas kosztować 203 zł za tydzień pobytu, ale przynajmniej będę pewna, że ktoś się nią porządnie zajmie. Z kotem to inna sprawa. Zaofiarował się przygarnąć go nasz znajomy, który opiekował się nim już dwukrotnie i z wielkim entuzjazmem przyjął wieść, że kot znów u niego zamieszka. My również się ucieszyliśmy, ponieważ stać nas tylko na wysłanie jednego zwierzaka do hotelu. Niestety znajomy nagle się rozmyślił. Coś mu musiała jego dziewczyna nagadać. Najpierw powiedział, że wyjeżdżają na kilka dni, a potem nagle, że nie będzie miał czasu z nim siedzieć, bo dużo pracuje. No cóż, wcześniej też pracował, a kot całe dnie przesypia, no ale dobra. Wkurzyliśmy się z mężem oboje. Nie dlatego, że nie wziął kota, ale dlatego, że kłamał, a przecież za prawdę byśmy go nie zjedli. Ale niech mu będzie. Przynajmniej przez dłuższy czas się nie pojawi, żeby pożyczyć pieniądze. Nie lubię takich ludzi.

No i druga sprawa, która dziwi mnie strasznie. Większość naszych znajomych śmieje się, że mamy kota. Ja naprawdę nie wiem, o co im chodzi? Ani nie rozpowiadam o nim na prawo i lewo, ani nie wstawiam bez przerwy jego zdjęć na fb, a każdy się zbija. Głównie jest to wina owego znajomego, który naszego kota nie chciał wziąć, bo w pracy u mojego męża to on na wszystkie strony kłapie o nim jakby należał do niego. A już to, że chcemy komuś go oddać na wyjazd... No zbita niesamowita. "Szukają domku dla kotka". Co w tym śmiesznego? Mam go zostawić w domu na tak długi czas, żeby zdechł z głodu czy wyrzucić na śmietnik? A już najbardziej to się ten znajomy dopytuje "jak tam kotek?", "co u kotka?" i wszyscy to słyszą, śmieją się i robią to samo.

Jest to właściwie główny powód, dla którego nikt nie wie o śwince morskiej. Świnka ponoć śmierdzi. Wszyscy tak twierdzą, nawet ci, którzy świnki nie mieli i podejrzewam, że moje tłumaczenia na nic by się tutaj zdały. Prawda jest jednak taka, że świnka śmierdzi i owszem, ale jak się u niej nie sprząta i o nią nie dba. Poza tym wolę sobie darować pytania: a co zrobiliście z kotem?, a na co wam tyle zwierząt?, a kot jej nie zje...

A potem się dziwią, że ktoś jest niemiły, zamknięty w sobie i woli siedzieć w domu niż gdziekolwiek wyjść.


Co do kota, weźmie go do siebie kuzyn męża. Oczywiście też się śmiał, że szukamy kogoś do opieki... Już mi się odechciało tych wakacji... A moje plany by rzucić wszystko i zwiać stąd coraz bardziej zaczynają mi się podobać.
  • awatar zabije_grubasa: 200 zł za tydzień?! W cenie masowanie łapek i szamponik do futerka, tak? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wczoraj pojechaliśmy nad jezioro. Mój mąż chciał zabrać kolegów, ale jeden nie odbierał telefonu, a drugi zaczął marudzić...

Najpierw oznajmił, że pojedzie, ale taksówką. Nie spodobał nam się ten pomysł, bo nad jezioro kawałek drogi i nawet gdybyśmy się złożyli, to wyszłoby z tego kilka biletów autobusowych. 3 złote to nie majątek, a w sklepie bilet nawet za 2.20

W takim wypadku kolega oznajmił, że się zastanowi czy pojedzie i zaczął wymyślać, że coś źle się czuje i powie nam za godzinę. W ten sposób godzin minęło trzy, a on dalej nie wiedział czy pojedzie. Na koniec zapytał jeszcze czy taksówką pojedziemy, a gdy się dowiedział, że nie, to oznajmił, że nie jedzie wcale. No jak nie to nie. Najwyraźniej myślał, że będziemy go prosić i pójdziemy mu na rękę. Pojechaliśmy sami. Po jakichś dwóch godzinach go ruszyło... Namyślił się i przyjeżdża. Wziął taksówkę idiota. Zapłacił 40 zł i cały czas jęczał ile to pieniędzy musiał wydać na przyjazd.

No niektórym to można pogratulować rozumu.
 

 
No i się nacieszyłam powrotem do zdrowia! Dziś rano wstałam z bólem prawego policzka... zatoki! W ciągu dnia zaliczyłam długi spacer, ale wlokłam się jak na ścięcie. W ogóle nie miałam siły. W dodatku pod nosem robi mi się opryszczka... To już jest szczyt wszystkiego! Kumulacja nieszczęść jak w totku!! Zamiast planować urlop to ja się zastanawiam czy gdziekolwiek się z domu ruszę! Życie się na mnie uwzięło
 

 
Nie ćwiczyłam cztery dni. Z nosa albo mi się lało, albo był zatkany. Do tego kaszel, okres i ogólne osłabienie organizmu. Dziś już poczułam się lepiej i z samego rana zabrałam się za cardio. Było ciężko. Były momenty, w których nie dawałam rady podnieść nogi i bardzo często popijałam wodę, ponieważ zasychało mi w gardle i zaczynał się kaszel. Jednak dałam radę! Potem oczywiście plułam, bo z gardła zaczęło mi się wszystko odrywać. Odzyskałam także trochę swojego węchu. Bardzo mnie to cieszy, bo teraz przynajmniej czuję, że na śniadanie jem banana, a na obiad ryż z sosem pomidorowym, a nie tylko coś słodkiego i coś słonego, co rozpoznaję wyłącznie po wyglądzie.

Pamiętam, że kiedy jadłam mięso chorowałam bardzo rzadko, raz lub dwa razy do roku, ale trzymało mnie to o wiele dłużej jak teraz. Nawet przez tydzień nie czułam smaku jedzonych potraw a i później węch wracał mi powoli. Katar miałam przez dwa do trzech tygodni. Bardzo często towarzyszył mu również kaszel. Teraz po dwóch dniach zaczynam odczuwać zapachy, a jedzenie znów mi smakuje! Jest więc pewna różnica w reakcji organizmu na przeziębienie teraz a kiedyś- zdrowieję szybciej

A skoro już mowa o jedzeniu to mam przepis na coś bardzo dobrego! Postaram się na dniach to przyrządzić to podrzucę Wam i przepis i zdjęcia. Mój chłop był zachwycony- no ja trochę mniej, bo już chora byłam- więc i większości z Was coś takiego powinno przypaść do smaku.

Miłego weekendu
 

 
Właśnie się dowiedziałam, że teściowa zaczęła dysponować naszym mieszkaniem. Przyjechała do niej bratanica z chłopakiem, a ona do nich, że nie muszą dzisiaj wracać do domu, posiedzą sobie u niej, a potem przyjadą się do nas przespać... Mój mąż nie zaprotestował, bo mu było głupio, ale powiedział, żeby najpierw zadzwonili jakby co czy jesteśmy w domu, a co ta jego matka ponakręca dalej to nie mam zielonego pojęcia. W każdym razie gdyby się czepiała, to zamierzam jej to wypomnieć, bo sama nie raz powtarzała, że cudzym mieszkaniem się nie dysponuje.

Na razie nikt jeszcze nie dzwonił. Umówiliśmy się, że telefonów nie odbieramy, a ja drzwi od mieszkania nie otwieram. Oni mieli w planach jechać do domu, więc albo niech jadą, albo nocują u kochanej cioteczki.

Jak nic nóż mi się w kieszeni otwiera na takie zachowanie. Ogólnie nie przepadam za częstymi wizytami w moim domu, po prostu taka już jestem, ale nie wygonię jak ktoś przyjdzie (chyba, że ktoś jest natrętny i przyłazi zbyt często, wtedy nie potrafię ukryć swojej niechęci). Niemniej jednak wpychanie mi do domu na nocleg właściwie swoich gości, to już jest gruba przesada. W dodatku teściowa posiada dwa dodatkowe tapczany i ma trzy pokoje. Mogłaby spokojnie przenocować więcej osób jakby chciała, ale z jakiegoś powodu nie chce.

Sobie poczyna na tej swojej emeryturce! Nudzi jej się i chyba marzy o tym by dostać ode mnie wpierdziel...

A co jest w tym wszystkim najgorsze? Że ona i tak niczego nie zrozumie. Rozpłacze się, obrazi i będzie miała mi za złe, że ją obraziłam. Będzie przepraszać za to, że żyje i mówić jak mało jest już potrzebna. Może jeszcze naśle na mnie swoją matkę i jakąś ciotkę... I to ja będę ta zła. Bo ona jest stara i biedna i wszystko jej się należy, a ja muszę sobie na to zapracować. Muszę się zestarzeć i wtedy mogę być dla innych taką samą suką jaką ona jest.
  • awatar Greenie: @Motocyklistkaaa: nie odczepi się, to nie ten typ człowieka. Ona będzie łazić i truć mi dupę, ponieważ jestem jej rodziną. A podejście do rodziny to ma takie, że choćby ją zwyzywać to ona się nie obrazi na zbyt długo, bo to RODZINA.
  • awatar Motocyklistkaaa: Nie przejmuj się takimi zachowaniami, udawaj że lata ci to wszystko koło dupci i się odczepi! Współczuję... :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jestem chora
Z nosa mi się leje i bez przerwy kaszlę. Nawet nie ma mowy o ćwiczeniach! Ta bezczynność sprawia, że trafia mnie szlag. Ani się pochylić, ani nic, bo zaraz gardło pali i się duszę... I to w środku lata! Nie wiem gdzie ja się tak załatwiłam. Pewnie jak siedziałam w przeciągu gdy było tak strasznie gorąco... W dodatku coś mi się w ustach zrobiło i nie mogę jeść. Coś mi się wydaje, że będę jechać na samych zupkach i kefirkach do końca tygodnia. No i jeszcze teściowa... Ona też jest chora- ma zapalenie oskrzeli i złamała sobie palec u nogi

Wczoraj- afera. Napisała do mnie na fb, żeby do niej przyjechać. Odpisałam po godzinie, ponieważ dopiero wtedy się zalogowałam. Troszkę się zdziwiłam, że nie zadzwoniła, ale dobra, niech jej będzie i tak. Wieczorem mąż do niej pojechał, a ona z pretensjami. Rozładował jej się telefon. Po włączeniu go nie wiedziała jaki ma pin i wpisywała co popadnie, potem tak samo z kodem puk i sobie zupełnie wszystko poblokowała. Na drugim telefonie z kolei nie miała środków, a ze stacjonarnego dzwonić jej było szkoda, bo drogo. Wysłała więc sąsiadkę po kartę i zadzwoniła na wieś, żeby stamtąd zadzwonili do jej syna, bo ona nie wie co się dzieje... Zupełnie jakby wczoraj dostał pracę i jej o tym zapomniał powiedzieć... Od pięciu lat pracuje w jednym i tym samym miejscu, a ona tylko raz pomyślała, że nie odbiera, bo pewnie jest w pracy. Do mnie nie zadzwoniła- też dziwne, bo zazwyczaj dzwoni- i siedziała tak gryząc pazury, wymyślając i płacząc.

Wieczorem miała pretensje o to, że jej na wiadomość nie odpisałam. Najwyraźniej według niej powinnam siedzieć na fb od rana do nocy i czekać aż coś napisze. Potem, że nikt jej nie odwiedza i wszyscy o niej zapomnieli- a dzień wcześniej powiedziała, żeby do niej nie przyjeżdżać, bo jest chora i nie chce pozarażać.

No i teraz mąż pojechał załatwiać jej z tym telefonem. Wnerwił się strasznie, bo za każdym razem gdy ma wolny dzień, to ona sobie wymyśla załatwianie różnych spraw i tego wolnego jakby nie było. Powiedział jej o tym, to zaczęła nawijać o tym, że jest już stara i sobie nie radzi. Niestety w jej przypadku to nie wiek nie pozwala jej sobie radzić, ale ona sama, bo dopóki mieszkała z synem, to on załatwiał wszystkie jej sprawy, gotował obiady, dzwonił gdzie trzeba i woził. A teraz? Rok po naszym ślubie dopiero do niej dotarło, że mleko i bułeczki może kupić u siebie w sklepiku pod blokiem i korona jej przez to z głowy nie spadnie, a po tabletki przeciwbólowe nie musi jechać w drugi koniec miasta, bo też ma aptekę pod nosem.

Nawet sobie nie wyobrażacie jakie o te zakupy były kiedyś awantury! Potrafiła napisać na kilka minut przed dziesiątą (w nocy), że jej się wszystko (nagle) skończyło i ona nie będzie miała co jeść na śniadanie, więc jej trzeba natychmiast wszystko kupić. Oczywiście od razu wysłała długachną listę zakupów na najbliższy tydzień. A właściwie to w odwrotnej kolejności, bo najpierw przesłała listę, a dopiero po smsie, że zakupy zrobimy jej rano zaczęła sapać, że z głodu będzie umierać, że nie tak syna wychowywała, że wstyd jej za niego... A potem jak rozpieszczony bachor za telefon i do mamusi na skargę, a mamusia (czyli babcia) do wnusia z pretensjami, jak on matkę traktuje. I weź tu człowieku bądź zdrowy, weź miej dobry humor. Ona potrafi rozbeczeć się i nawymyślać komuś- najwyraźniej to lubi- a potem bez przepraszania udawać, że nic się nie stało. No może jej nic się nie stało, ale ludzie też mają uczucia i nie zawsze są w stanie machnąć na to ręką, dlatego ja już swojemu mężowi powiedziałam, że ona mnie drażni i nie przepadam za jej towarzystwem. Jeszcze trochę i jej to powiem. Kwestia czasu.

A tymczasem chciałam pojechać sobie nad jezioro. Oczywiście nie pływać, bo oprócz kataru mam dodatkowo okres, ale po prostu posiedzieć i pooddychać świeżym powietrzem. Podczas choroby coś takiego zawsze mi pomaga, bo kiszenie się w domu tylko przedłuża te męki. Ale nie pojadę, bo "kochana" teściowa pewnikiem wręczyła mężowi jeszcze jakieś inne sprawunki i znów pół dnia będzie wszystko załatwiał. A ona ma w zwyczaju czekać ze wszystkim do ostatniej chwili. Dziwne, że do lekarza nie trzeba za nią chodzić, ale podejrzewam, że gdyby wizyty domowe nie były tak drogie, to lekarz przychodziłby do niej. Szkoda tylko, że ona panicznie boi się płacić przelewem, bo bym jej podrzuciła linka sklepu gdzie mogłaby robić zakupy i kurier przynosiłby jej wszystko pod same drzwi...
  • awatar Greenie: @zabije_grubasa: i właśnie przez to, że o tyle drożej, to jej się opłaca bardziej w sklepie i w dodatku darmowy transport
  • awatar zabije_grubasa: Z rodziną najlepiej się wychodzi na zdjęciach... ;) Jest sporo sieciówek, które dostarczają zakupy i płaci się przy odbiorze, ale zawsze o te 10% drożej niż w sklepie stacjonarnym :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
No i nic nie widziałam. Sterczałam jak głupia na dworze, a na niebie same chmury... Po godzinie mi się znudziło i poszłam do domu. Być może później było lepiej z widocznością, ale już miałam to gdzieś. Poza tym nie mieszkam w specjalnie bezpiecznej dzielnicy, a dodatkowo niedaleko mnie ktoś podpalił śmietnik... Raczej nie wskazane bym stała dłużej. Zamiast tego obejrzałam trochę nudnawy horror i poszłam spać. Dziś będę czytała książki. Mam do nadrobienia kilka lektur.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj w nocy będzie to, co lubię: deszcz meteorów!!



Uznaję to za prezent z okazji jutrzejszej rocznicy ślubu
  • awatar freska: http://wiadomosci.radiozet.pl/Wiadomosci/Kraj/Perseidy-2015.-TRANSMISJA-online.-Spadajace-gwiazdy-NA-ZYWO-00009595 tu masz relacje online
  • awatar zabije_grubasa: Dziś w nocy będzie ciemno! I spać będę. Regenerować siły po treningu. :D A Ty po swoim nie musisz odpocząć? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj moja "ukochana" teściowa wraca ze wsi. Wczoraj mieliśmy po nią jechać, ale się szczęśliwie rozmyśliła. Być może wujek dał jej porządnie popalić, bo on także na dłuższą metę nie jest w stanie jej znieść. Całe szczęście jedziemy po nią dopiero późnym wieczorem, więc się guzdrać nie powinna i jest większe prawdopodobieństwo, że podczas jazdy nie będzie bez przerwy nawijać. Wieczorem jest zazwyczaj zbyt zmęczona, a gdy jest ciemno, to nie czepia się nawet, że za szybko jedziemy. Może sobie wreszcie radia posłucham, bo niestety nie mam w domu, a jak ją wieziemy to słuchania nie ma. Jak już się teściowa nie ma czego przyczepić, to wyłapuje coś z wiadomości i nawija, a jak nie ma pomysłu, to każe radio wyłączyć. Tylko się później dziwi, że nic nie wiemy, bo przecież "wszędzie o tym mówią". Nie raz już ją prosiłam, że chciałabym posłuchać, na co ona, że tam nie ma niczego ciekawego i nawija dalej. Totalna olewka po prostu, więc jak o coś mnie pyta to udaję, że nie słyszę, bo się skupiam na radiu. Się obraża wtedy, że już nie ważne, albo że powtarzać nie będzie... No tak straszliwie mi przykro, że nie okaże mi łaski i nie powtórzy! Ojoj, chyba będę płakać!

W niedzielę złapałam strasznego doła. Z resztą pisałam o tym w poprzednim poście. Mąż chciał mnie zabrać nad jezioro, ale nie pojechałam. Zamiast tego przez godzinę ryczałam i rozbolała mnie głowa. Ćwiczyć poćwiczyłam, głównie z przyzwyczajenia. Cieszę się, że mój organizm na stres nie reaguje już ssaniem w żołądku tylko właśnie tym, ale to już nie było to samo...

Naprawdę zaczynam czuć się niepotrzebna i ciągle oceniania przez innych, a co za tym idzie, rzadko wychodzę z domu, by przypadkiem nie usłyszeć czegoś przykrego. Najgorsze są pytania o pracę... Już sobie z tym nie radzę. Postanowiłam sobie, że pójdę do szkoły- źle, bo powinnam znaleźć pracę, bo już jestem za stara na naukę... I jak się tak nasłucham od tych wszystkich ludzi, to chciałabym stąd uciec. W nikim, jak się okazuje, nie mam wsparcia, nie mam z kim porozmawiać. Przed wakacjami wiedziałam jaki kierunek wybrać, obecnie na samą myśl, że będę się musiała uczyć robi mi się niedobrze. Nie wiem już co chcę robić. Nie mam pojęcia. Nie mam celu w życiu. Niewiele rzeczy mnie cieszy i na niewiele mam ochotę. Gdyby mi ktoś dał teraz 1000 zł, to prawdopodobnie bym je schowała, bo nie wiedziałabym na co wydać. Niby potrzebuję kilku ciuchów, ale nie mam ochoty na latanie po sklepach i pewnie nie wiedziałabym co wybrać... Już nawet o niczym specjalnie nie marzę




Od ostatniej niedzieli wiodę naprawdę smutny żywot. Nie wiem po co robię cokolwiek, skoro to nie ma sensu. Czasami czepiam się czegoś i robię to, ale cały czas chce mi się płakać. Nie nadaję się do niczego- wiem, że nie i nie muszę wychodzić z domu po to, by to usłyszeć- ja to wiem.

A tego radia pewnie i tak nie kupię...
  • awatar zabije_grubasa: Nigdy nie jest za późno na podnoszenie kwalifikacji. :) Oceny innych są często cenne - nawet jeśli są specjalnie hiperbolizowane, żeby nam dopiec. Najważniejsze to ugruntować sobie priorytet we własnej opinii, a cudzymi się tylko posiłkować. :) Mam nadzieję, że szybko uda Ci się wziąć się w garść.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hejka!
Dawno mnie tu nie było, ale prawda jest taka, że nie miałam specjalnie o czym pisać. A tak w ogóle to są wakacje i zauważyłam, że wiele osób również przestało się udzielać, więc może nikt nie zauważył...

Niestety nie mam dobrych wieści o sobie. Od czasu jak zaczęły się te straszne upały, najczęściej wstaję rano z bólem i zawrotami głowy, co uniemożliwia mi wykonanie porannego cardio, więc moje wyzwanie leży i kwiczy. Niestety. W dodatku waga znów polazła w górę: 67,7 kg. Po prostu porażka totalna! Jeszcze trochę i wrócę do wagi z początku roku!

Dziś rano się załamałam. Naprawdę nie mam już siły, a powoli także ochoty na robienie czegokolwiek. Cały mój wysiłek na nic i jeszcze we wtorek usłyszałam jakie to mam grube nogi i cellulit... No nie ma to jak wsparcie rodziny! Od kilku lat walczę- bezskutecznie. Co mi po mięśniach ukrytych pod warstwą tłuszczu? Tyle tylko, że dodają na wadze. A teraz jeszcze ta pogoda i przybieranie na wadze właściwie z powietrza. Schudnięcie tych kilku kilo zajęło mi kilka miesięcy, a wróciły w ciągu jednego tylko, więc naprawdę czarno to widzę. Co roku obiecuję sobie, że w te wakacje się uda i się nie udaje. Za rok... cóż, za rok jak znów się nie uda, to albo odsysanie tłuszczu, albo po prostu będę trupem, bo jak mam się męczyć kolejne 20-30 lat z odchudzaniem a i tak umrzeć niezadowolona ze swojego wyglądu, to równie dobrze może mnie już nie być za rok. Mam tego po prostu serdecznie DOŚĆ!!

I nie piszcie mi, żebym się nie poddawała i że będzie dobrze. Ja wiem, że nie będzie. Tak samo z pracą jak i z odchudzaniem i byciem fit. Gdyby miało być dobrze- byłoby już dawno. Nie wyleguję się w łóżku i nie marzę, tylko działam, ale ileż można? Po tylu latach należy mi się coś więcej niż ciągłe rozczarowania i brak chęci do życia. Po prostu nienawidzę swojego ciała, bo nic nie da się z nim zrobić. Ile bym nie pracowała to i tak gówno z tego. Już nie umiem się nie przejmować. Po tylu latach pracy nad sobą jestem po prostu jednym wielkim pośmiewiskiem!

Idę sobie... poćwiczyć
  • awatar Greenie: @Za jakie grzechy,dobry Boże!?: widać coraz bardziej odstającą oponkę i ocierające o siebie uda. Na szczęście jeszcze ich sobie nie obtarłam, ale przeszkadza gdy chodzę, bo jedna noga zaczepia o drugą i hamuje... Do miasta chodzę, bo nie mam roweru. I niestety, ale te małe kroczki to ja robię w miejscu, nie do przodu, bo tyle co ich zrobiłam to się powinnam przesunąć o ten kawałek dalej :/
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Ja bym na twoim miejscu olała wagę, a zaczęła zwracać uwagę, na to co widać. Niektórzy tak mają, że schodzi im pare centymetrów dzięki diecie i ćwiczeniom, inni muszą trochę bardziej się w to zaangażować. Zostań na razie przy diecie i naturalnym ruchu. Zamiast jezdzić autem do miasta idź na nogach lub zajedź rowerem. Niekoniecznie na tej saunie,ale pod wieczór.Małymi kroczkami,a do celu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tym razem się udało i ćwiczyłam dwa razy!

Rano ten sam zestaw co w poniedziałek, a wieczorem nogi, brzuch i ramiona z XHit Daily.

A teraz pomykam z mężem oglądać mecz!

Papa
 

 
Niestety nie poćwiczyłam po raz drugi tak jak to sobie zaplanowałam, ponieważ nie miałam pojęcia, że ten trening z rana da mi taki wycisk. Specjalnie wybrałam coś krótszego, ale bardziej intensywnego by móc poćwiczyć wieczorem. Ten trening jest jednak nowy i przyznam, że go nie doceniłam.

Już dwie godziny później zaczęło mnie wszystko boleć i zrobiłam się śpiąca. Dobrze, że do sklepu nie poszłam sama, bo prawie zasnęłam na stojąco gapiąc się na półki. Podejrzewam, że w nocy nawet wystrzał z armaty mnie nie obudzi. To znak! Znak, że chyba za mało kalorii jak na taki wysiłek i trzeba będzie zacząć trochę więcej pochłaniać.


A na koniec komplement miesiąca, autorem mój mąż: fajnego masz teraz takiego orzeszka z tyłu... (chodzi oczywiście o tyłek)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Osoby otyłe dzielą się na dwie grupy: osoby chore, którym choroba bądź też przyjmowane leki utrudniają lub uniemożliwiają utrzymanie prawidłowej wagi oraz osoby leniwe, które powiedzą cokolwiek byle tylko dać im spokój i nie uświadamiać o ich słabości. A słabości jest wiele...

Ja sama należę do osób, którym trudno jest schudnąć. Nie wiem dlaczego tak jest. Prawdopodobnie mój organizm ma większą tendencję do odkładania tkanki tłuszczowej, ale na pewno nie nazwałabym tego genetyczną skłonnością do tycia. Czynniki genetyczne mają wpływ na występowanie otyłości w 25-40%, a więc nie jest to wyrok. Głównym powodem tycia jest nieprawidłowe żywienie oraz brak ruchu.

Gdy byłam mała to pamiętam jak dzieciarnia wylegała na dwór, wszyscy grali w piłkę, było skakanie na skakance, w gumę, hula-hop i inne tego typu zabawy, a w domu siedziało się głównie podczas deszczu, szło się na obiad i odrabiało lekcje. Teraz większość czasu spędza się przed komputerem lub telewizorem, a boiska osiedlowe, niegdyś tak oblegane, zarastają trawą i są likwidowane, ponieważ nikt z nich nie korzysta. Obiady jada się na mieście, lub kupuje gotowe i tylko odgrzewa, bo szybciej. Ogólnie to unika się spędzania czasu w kuchni, bo niby nie ma kiedy. A ja naprawdę nie widzę różnicy pomiędzy pracą przez 8 godzin teraz, a na przykład 10 lat temu. Moja ciotka z wujkiem oboje pracowali i u nich w domu nigdy nie było kupowanego jedzenia, do dziś z resztą nie ma, ciotka gotuje sama i pomimo wieku nie ma problemów z wagą. Moja koleżanka na ten przykład też pracuje po 8 godzin, a w kuchni robi tylko herbatę i kanapki, reszta odgrzewana, bo komputer ważniejszy... Co ciekawe, cała jej rodzina to chudzielce, a ona zaczęła tyć, więc nie mogła tego tycia po nikim odziedziczyć. Zarówno rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i ciotki- to wszystko jest chude.

Genetyczna skłonność do tycia jest więc wymówką!!

Moja mama sama mi powiedziała, że lata temu nie było takiej świadomości jak jest dzisiaj. Nie było żadnych programów typu: powrót do wagi sprzed ciąży. Nikt się tym nie przejmował i dlatego sporo starszych kobiet jest teraz grubych. Nie ma to nic wspólnego z genetyką. Moja mama była chudzinką! Moja teściowa też była szczupła. Obie nabrały wagi przez małą ilość ruchu i niezdrowe jedzenie. Nawet po ciąży tyle nie przytyły! Widziałam zdjęcia.

A teraz zwala się winę na ciąże. A nie tyje się po ciąży, tylko będąc w ciąży. Nie trzeba pchać w siebie za dwoje. Nie spotkałam się jeszcze z przypadkiem by niemowlę wpieprzyło porcję dla dorosłego człowieka, a co dopiero takie, które się jeszcze nie narodziło! Dziecko dostaje od matki tylko tyle, ile jest mu potrzebne, a reszta zostaje w dupie i bokach mamusi. Niewiele jest jednak takich co się przyznają, że w ciąży żarły, tylko zwalają winę na dziecko...

Tak samo tabletki antykoncepcyjne. Też już słyszałam, że od tego się tyje. Nieprawda. Tabletki mogą powodować zwiększenie się apetytu, a to sprzyja tyciu zarówno podczas ich brania jak i bez nich. Mogą być też źle dobrane i mieć taki skutek uboczny, ale same w sobie nie powodują tycia. Gdyby tak było, to nie byłoby na świecie tylu osób, które pragną przytyć i nie mogą. Taki cudowny lek na niedowagę.

No i wreszcie, zwalanie winy na wszystkich dookoła. Jestem gruby/a bo rodzice mnie karmili w dzieciństwie. Nie upilnowali i nie zabierali słodyczy... Różne są sytuacje. Czasami rodzina uważa dbanie o sylwetkę za głupotę, bo wszyscy są grubi, to i Ty musisz. Nikt Ci jednak nie zabroni ćwiczyć czy biegać, a słodycze możesz ograniczyć (świadomość nie pojawia się po skończeniu 18-stki tylko wcześniej). Bywa też, że sytuacja w domu i zachowanie rodziny jest na tyle nie do zniesienia, że odchudzanie zostawiasz na czas wyprowadzki. Mijają jednak lata i nic nie robisz, choć już z rodzicami nie mieszkasz- to już nie jest ich wina tylko Twoje lenistwo!

I nie potrafisz odmówić znajomym. Ja z początku też nie potrafiłam i uwierz mi stawałam się wtedy pośmiewiskiem. Nikt nie wierzył w to, że schudnę, byłam osobą wiecznie na diecie, no i przeze mnie wszyscy się do odchudzania zrażali- przecież nie działa. Teściowa śmiała mi się w twarz. Musisz się nauczyć odmawiać i znaleźć inne rozwiązanie. Silna wola to jest coś, co wszystkich drażni, ale tylko dlatego, że tak wielu osobom jej brak. Będą namawiać, nazywać wariatem, głupkiem i śmiać się. Olej to! Zawsze to chyba lepiej niż usłyszeć za plecami "gruba dupa", czyż nie? Mi po kilku miesiącach nikt już nie dokucza. To przestało być zabawne.

Nie stawiaj też na samą dietę. To tylko 70% sukcesu w odchudzaniu. Niby dużo, ale 30% jaką stanowi wysiłek fizyczny również ma bardzo duże znaczenie. Organizm podczas samej tylko diety stara się oszczędzać energię i przede wszystkim likwiduje mięśnie, które ją zużywają. Stąd osłabienie, bo zostaje tylko to, co niezbędne do poruszania się. Tłuszcz zaczyna spalać się dopiero po tym, ale nie znika cały. Można być szczupłym a jednak w dalszym ciągu otłuszczonym. Taka osoba wygląda ładnie tylko w ubraniach, bo na plaży to już naprawdę nie ma na co patrzeć. Sama dieta sprzyja też zmniejszeniu piersi u kobiet, a skóra przestaje być jędrna. Poza tym starzeje się twarz. Na twarzy również znajdują się pewne ilości tłuszczu i dopóki są one na miejscu sprawiają, że wyglądamy młodo. Podczas procesu starzenia oraz przy zbyt intensywnym odchudzaniu tłuszcz ten zanika, a policzki stają się zapadnięte i o ile ciało można jeszcze podrasować kilkoma kilogramami, to z twarzą nic już nie da się zrobić.

I nie udawaj szczęśliwej-grubaski. Jeśli już to robisz, to nie narzekaj w sklepie, że nie wchodzisz w mniejszy rozmiar i nie jęcz, że chciałabyś schudnąć, ale nie masz czasu. Nie narzekaj, że pocisz się podczas ćwiczeń, bo to normalna reakcja organizmu i nie płacz, że za dużo zjadłaś, bo nikt Ci jedzenia na siłę nie wciska. Przestań myśleć o tym co robisz, tylko rób! Nie szukaj końca swojej drogi przed sobą tylko patrz pod nogi, bo zaraz znów jakiś malutki kamyczek i się wyjebiesz- sama z własnej winy. I nie bądź zazdrosna o to, że ktoś wygląda lepiej od Ciebie, bo to nie Twoje ciało i weź się w końcu do roboty!! Nie jesteś genetycznie gruba!

No to wywód stworzyłam! Może lepiej go nie czytajcie, bo chyba jest strasznie nudny...
  • awatar HBaldwin: w końcu ktoś, kto DUŻO pisze. Kocham takie blogi, jest co poczytać. Ty piszesz z sensem, mam podobny problem i też jestem osobą, która jest "wiecznie na diecie". Raz udało mi się schudnąć, ale lenistwo zwróciło mi wszystkie utracone kg. Zaczynam od nowa :) Dzięki za ten post
  • awatar Greenie: @zabije_grubasa: A dzięki! :)
  • awatar zabije_grubasa: Przeczytałem. Wymówki genetyczne - czyli nie dość że otyły, to jeszcze głupi. Bo ciąża - gówno prawda. Trzeba ruszać leniwe dupsko. Bo tabletki - j.w. Społeczeństwo jest tłuste, głupie i leniwe. _____ Dobrze napisane, Greenie. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jeśli ktoś chce przepis na zgon z rana to polecam:

Jestem tak zmachana, że zamiast sobie zrobić koktajl, zjadłam wszystkie składniki "na sucho" i popiłam mlekiem. Nie mam siły pokroić banana i marzę by wskoczyć do łóżka...

A to przecież dopiero początek...
 

 
Niczego specjalnego nie udało mi się dzisiaj wymyślić, więc postawiłam na gotowy zestaw ćwiczeń na całe ciało:


Polecam i do jutra
 

 
Wstałam zmotywowana! Chociaż "wstałam" to nieodpowiednie słowo, bo tak właściwie to po prostu wyskoczyłam z łóżka i zaraz pognałam ćwiczyć, a przedtem zrobiłam sobie pomiary "tu i ówdzie":

Łydka: 32 cm
Udo: 57 cm
Pupa: 96 cm
Pas: 86 cm
Talia: 67 cm
Biceps: 29 cm

Waga: 65,1 kg

I tak wygląda mój pakiet startowy obecnego wyzwania. Zamierzam zbić sobie znów kilka centymetrów, bo wiem, że się da. Dla porównania mogę podać swoje wymiary z zeszłego roku, bo znalazłam:

Udo: 61 cm
Pupa: 107 cm
Pas: 99 cm
Biceps: 32 cm

A więc jak widać sporo poszło, najwięcej w tyłku i w pasie. W łapie przybyło, bo mięśnie, a w udzie spadło najmniej... Ale ja zawsze miałam wielkie uda, przy których moje łydki wyglądały jak patyczki. Się mogę tylko pochwalić, że mam figurę J.Lo


I jakoś mi to nie przeszkadza

A teraz treningi. Rano wszystko z Mel B:

Rozgrzewka
15 minutowy trening cardio
Ćwiczenia rozluźniające

Potem śniadanie:


Koktajl z mleka, banana i kilku orzechów nerkowca.

Właśnie układam trening nr. 2...
 

 
Jak sobie rano nie poćwiczę, to jestem jakaś przygaszona i nawet gdy mi burczy w brzuchu, to nie chce mi się jeść...

Dawać już ten poniedziałek!!

Jutro pierwszy, a zarazem kolejny dzień męczarni. Po prostu nie mogę się doczekać, żeby dać sobie wycisk, po którym padnę i wstanę dopiero na następny dzień.

Dzisiaj już od trzech osób słyszałam, że schudłam. Jakoś im nie wierzę. Sami kłamcy w moim otoczeniu się obracają. Tak naprawdę to wszystkim tym osobom przeszkadza, że nie jem mięsa i szukają u mnie różnych schorzeń. A ja blada jestem zawsze, gdy boli mnie głowa, gdy jestem straszliwie głodna lub po prostu pada na mnie dzienne światło, ponieważ tylko przy sztucznym lub w cieniu widać, że w ogóle się opaliłam. Taki mam po prostu dziwny odcień skóry. Ale przecież łatwiej wmawiać mi anemię...

A teraz idę na kolejny spacer, bo chyba oszaleję przed tym komputerem.


Pa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wczoraj wieczorem zaczął boleć mnie łeb, ponieważ w okolicy krążyła jakaś chmura burzowa i dopóki nie zaczęło padać, to mi nie przeszło.

Ale ja nie o tym...

Od jakiegoś czasu należę do pewnej grupy na fb, nie ważne jakiej, gdzie zaobserwowałam totalny brak umiejętności pisania! Co gorsza, jest to grupa, do której należą głównie osoby dorosłe: po 20-stce, 30-stce i tak dalej. Ja rozumiem, że jak się pisze z telefonu komórkowego, to nie używa się polskich znaków, ale coś takiego jak składnia czy znaki interpunkcyjne istnieją i funkcjonują od dawna. Po to się człowiek w szkole gramatyki uczył, by drugi jego słowo pisane zrozumiał.

A tu ni w ząb! Niby ktoś zadaje pytanie, ale znaku zapytania nie widać i zrozumieć też trudno, bo ani przecinka, ani kropki- jest to po prostu ciąg wyrazów, który trzeba rozszyfrować. Nie dziwię się więc, że spora liczba tego typu "pytań" nie doczekuje się odpowiedzi.

Ja rozumiem, że ktoś może robić błędy (sama czasem robię), lub pisać z komórki czy mieć 10-12-14 lat i się na tym po prostu nie znać, ale nigdy nie uwierzę, że na świecie są sami analfabeci. Czy komputery już tak opanowały nasze życie, że tracimy umiejętność pisania ze zrozumieniem?
 

 
Dziś obiecane podsumowanie. W sumie to powinnam dodać je jutro, ale jutro i tak jest dzień wolny od ćwiczeń, więc czemu by nie po ostatnim treningu?

Tak więc na wadze wybiło dziś 65,5 kg... Nie wiem dlaczego waga wzrosła. Jeszcze nie tak dawno było 64,3 a tu takie rozczarowanie. Nawet wczoraj miałam o 0,5 kg mniej. Naprawdę nie mam sobie nic do zarzucenia. Niezdrowe jedzenie zdarzało mi się w pierwszych tygodniach, a potem wszystko było już w jak najlepszym porządku. Nie wiem o co chodzi. Nie chcę już się nad tym dogłębnie zastanawiać, ponieważ zaraz zacznę czepiać się dosłownie wszystkiego- jak w zeszłym roku

W każdym razie moje wyzwanie powiodło się tylko jeśli chodzi o to co robiłam, gdyż tak jak wspomniałam wcześniej, nie mam sobie niczego do zarzucenia. Po prostu nie schudłam tak jak to sobie zaplanowałam. Jestem rozczarowana, zawiedziona, chce mi się wyć i mam ochotę rzucić się pod pociąg...

Ta jaasne... Fakt, że mieszkam na Kolejowej i do torów mam przysłowiowy rzut beretem wcale nie oznacza, że zaraz tam pójdę. Wychodząc z domu wybiorę oczywiście kierunek przeciwny, a z nowym wyzwaniem ruszam w poniedziałek. I tak wyglądam lepiej niż kilka tygodni wcześniej, więc ani mój brzuch, ani dupa nie będą mną rządzić i mówić co mam robić. To one do mnie należą, a nie ja do nich!

A wyzwanie będzie polegało na tym, że: codziennie rano (6 dni w tygodniu) trening cardio, a wieczorem ćwiczenia skupiające się na konkretnych partiach ciała.

Na pewno będzie bolało...

Na pewno będę miała dość...

Na pewno będę umierać...

...ale...

Na pewno będę z siebie dumna!
  • awatar zabije_grubasa: Ja również będę dumny. Cieszą mnie zdeterminowani zawodnicy. Wagą się absolutnie nie martw. Dalej walcz, niech to będzie stylem życia, a nie chwilową koniecznością.
  • awatar Scream that you love ^^: Ciekawy blog ;3 Zapraszam do mnie + Miłego dnia ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
No i już sobie poćwiczyłam

Po śniadaniu (w sumie dość późnym) poczułam się lepiej, odczekałam godzinkę i poszłam się trochę spocić:




A rozciąganie już we własnym zakresie

Nie ma to jak własna, codzienna dawka szczęścia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mój dzisiejszy poranny trening to tragedia! Nie miałam kompletnie siły na to by cokolwiek robić. Próbowałam oczywiście, ale jak się w pewnym momencie przewróciłam na podłogę, to zdałam sobie sprawę, że nic z tego nie będzie. W dodatku to moja wina, bo wczoraj byle jak jadłam- w sensie- za mało i chcąc nie chcąc będę swój trening musiała przełożyć na później. Nie ma mowy żebym usiadła na dupie i czekała do jutra.

Planuję także zakupić więcej lunchboxów i nosić je ze sobą wszędzie, bo prawda jest taka, że w moim mieście jest mało miejsc gdzie można zjeść coś zdrowego- wszędzie tylko kebaby ociekające pomarańczowym tłuszczem, frytki, gofry i lody. Musiałam zjeść frytki, bo w barze, w którym siedzieliśmy serwowali jeszcze okropną pizzę i różne rodzaje mięsa...

Waga stoi i 4 cm w pasie mam więcej. Nie wiem od czego mi się tak zrobiło...

Ale jest i dobra wiadomość. Mój mąż postanowił dziś ze mną poćwiczyć! Ciekawe czy dotrzyma obietnicy...
  • awatar zabije_grubasa: Mierzenie się w pasie to prawdziwa sztuka. Kiedy u mnie dzienna różnica wyniosła 4 cm zacząłem się nad tym zastanawiać... :D Lepiej wspomóc się tutaj drugą osobą, bo mierząc siebie podświadomie bedziemy starali się oszukiwać. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dziękuję Wam za wsparcie, dziś już czuję się lepiej

Opuchlizna w większości zeszła, pozostało tylko uczucie zmęczenia i nadmiar wody w organizmie. Na wadze mam już równo 65 kg, więc wczoraj musiałam coś wypocić, no i dzisiaj zlałam się jak świnia podczas ćwiczeń także na pewno też mi jakieś "wody odeszły" i waga na koniec tygodnia wyjdzie mniejsza. Tak więc do boju! Do następnego okresu mam czas by znów coś zrzucić

A teraz fotki z kolejnym fragmentem mojego ciała, tym razem pokażę swój brzuch:


Nie wiem czy widać, ale mokra jestem. Fotkę trzasnęłam w trakcie treningu.


Nie wiem co o tym sądzicie, ale ja tam powoli zaczynam być zadowolona z tego jak ta część ciała wgląda. Dla porównania mam focię z lutego tego roku:


Także różnica jest. Jak widać ćwiczenia zaczynają mi wyszczuplać boki i podkreślać środek brzucha. Na razie wszystko ukryte pod tłuszczykiem, więc wygląd to ma taki o sobie, ale z czasem uda mi się z na tym ściernisku stworzyć prawdziwe San Francisco

No to co? To do dzieła moi Drodzy! Nie ma obijania! W następne wakacje Nasze ciałka będą już nie do poznania!!

  • awatar izkku: coraz lepiej! :P zapraszam do siebie :)
  • awatar zabije_grubasa: Ohoho, są zdjęcia, więc będę wpadał w odwiedziny. :) Życzę miłego zapierniczania w bólu i pocie. :)))
  • awatar patipat: Motywacja najważniejsza ja również zaczynam swoją przygodę z odchudzaniem i ćwiczeniami :) zapraszam ! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›