• Wpisów: 72
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 11:06
  • Licznik odwiedzin: 6 562 / 1750 dni
 
greengirl
 
Jestem chora :/
Z nosa mi się leje i bez przerwy kaszlę. Nawet nie ma mowy o ćwiczeniach! Ta bezczynność sprawia, że trafia mnie szlag. Ani się pochylić, ani nic, bo zaraz gardło pali i się duszę... I to w środku lata! Nie wiem gdzie ja się tak załatwiłam. Pewnie jak siedziałam w przeciągu gdy było tak strasznie gorąco... W dodatku coś mi się w ustach zrobiło i nie mogę jeść. Coś mi się wydaje, że będę jechać na samych zupkach i kefirkach do końca tygodnia. No i jeszcze teściowa... Ona też jest chora- ma zapalenie oskrzeli i złamała sobie palec u nogi :|

Wczoraj- afera. Napisała do mnie na fb, żeby do niej przyjechać. Odpisałam po godzinie, ponieważ dopiero wtedy się zalogowałam. Troszkę się zdziwiłam, że nie zadzwoniła, ale dobra, niech jej będzie i tak. Wieczorem mąż do niej pojechał, a ona z pretensjami. Rozładował jej się telefon. Po włączeniu go nie wiedziała jaki ma pin i wpisywała co popadnie, potem tak samo z kodem puk i sobie zupełnie wszystko poblokowała. Na drugim telefonie z kolei nie miała środków, a ze stacjonarnego dzwonić jej było szkoda, bo drogo. Wysłała więc sąsiadkę po kartę i zadzwoniła na wieś, żeby stamtąd zadzwonili do jej syna, bo ona nie wie co się dzieje... Zupełnie jakby wczoraj dostał pracę i jej o tym zapomniał powiedzieć... Od pięciu lat pracuje w jednym i tym samym miejscu, a ona tylko raz pomyślała, że nie odbiera, bo pewnie jest w pracy. Do mnie nie zadzwoniła- też dziwne, bo zazwyczaj dzwoni- i siedziała tak gryząc pazury, wymyślając i płacząc.

Wieczorem miała pretensje o to, że jej na wiadomość nie odpisałam. Najwyraźniej według niej powinnam siedzieć na fb od rana do nocy i czekać aż coś napisze. Potem, że nikt jej nie odwiedza i wszyscy o niej zapomnieli- a dzień wcześniej powiedziała, żeby do niej nie przyjeżdżać, bo jest chora i nie chce pozarażać.

No i teraz mąż pojechał załatwiać jej z tym telefonem. Wnerwił się strasznie, bo za każdym razem gdy ma wolny dzień, to ona sobie wymyśla załatwianie różnych spraw i tego wolnego jakby nie było. Powiedział jej o tym, to zaczęła nawijać o tym, że jest już stara i sobie nie radzi. Niestety w jej przypadku to nie wiek nie pozwala jej sobie radzić, ale ona sama, bo dopóki mieszkała z synem, to on załatwiał wszystkie jej sprawy, gotował obiady, dzwonił gdzie trzeba i woził. A teraz? Rok po naszym ślubie dopiero do niej dotarło, że mleko i bułeczki może kupić u siebie w sklepiku pod blokiem i korona jej przez to z głowy nie spadnie, a po tabletki przeciwbólowe nie musi jechać w drugi koniec miasta, bo też ma aptekę pod nosem.

Nawet sobie nie wyobrażacie jakie o te zakupy były kiedyś awantury! Potrafiła napisać na kilka minut przed dziesiątą (w nocy), że jej się wszystko (nagle) skończyło i ona nie będzie miała co jeść na śniadanie, więc jej trzeba natychmiast wszystko kupić. Oczywiście od razu wysłała długachną listę zakupów na najbliższy tydzień. A właściwie to w odwrotnej kolejności, bo najpierw przesłała listę, a dopiero po smsie, że zakupy zrobimy jej rano zaczęła sapać, że z głodu będzie umierać, że nie tak syna wychowywała, że wstyd jej za niego... A potem jak rozpieszczony bachor za telefon i do mamusi na skargę, a mamusia (czyli babcia) do wnusia z pretensjami, jak on matkę traktuje. I weź tu człowieku bądź zdrowy, weź miej dobry humor. Ona potrafi rozbeczeć się i nawymyślać komuś- najwyraźniej to lubi- a potem bez przepraszania udawać, że nic się nie stało. No może jej nic się nie stało, ale ludzie też mają uczucia i nie zawsze są w stanie machnąć na to ręką, dlatego ja już swojemu mężowi powiedziałam, że ona mnie drażni i nie przepadam za jej towarzystwem. Jeszcze trochę i jej to powiem. Kwestia czasu.

A tymczasem chciałam pojechać sobie nad jezioro. Oczywiście nie pływać, bo oprócz kataru mam dodatkowo okres, ale po prostu posiedzieć i pooddychać świeżym powietrzem. Podczas choroby coś takiego zawsze mi pomaga, bo kiszenie się w domu tylko przedłuża te męki. Ale nie pojadę, bo "kochana" teściowa pewnikiem wręczyła mężowi jeszcze jakieś inne sprawunki i znów pół dnia będzie wszystko załatwiał. A ona ma w zwyczaju czekać ze wszystkim do ostatniej chwili. Dziwne, że do lekarza nie trzeba za nią chodzić, ale podejrzewam, że gdyby wizyty domowe nie były tak drogie, to lekarz przychodziłby do niej. Szkoda tylko, że ona panicznie boi się płacić przelewem, bo bym jej podrzuciła linka sklepu gdzie mogłaby robić zakupy i kurier przynosiłby jej wszystko pod same drzwi...

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego